Menu

qieliharnia

Kiedy zaczynamy wyobrażać sobie inne światy, w końcu bierzemy się do zmieniania tego.

Kto kogo? Dla kogo?

qielih

Podczas spotkań towarzyskich, w niektórych gronach znajomych z tych i poprzednich lat, panują swoiste mody. Jedne z nich mijają, inne zostają. Mody, jedna z nich, dotyczy także tematów poruszanych podczas rozmów prowadzonych.

Są takie, które nie mają dotyczyć „niczego”, tu można pochwalić się elokwencją połączoną z żartem, są też takie, które powoli przeradzają się w kolejny konkurs o to, komu i jak dobrze się finansowo powodzi, inne to konkurs wiedzy gdzie uczestnicy zaczynają od używania słów wyszukanych, by zacząć badać przeciwnika. Potem w wyniku walki na wiedze w mózgach zawarte, opisawszy wszystkie zawartości almanachów różnych, skończyć bezpiecznie na swojej specjalizacji, która jest tą „najważniejszą” częścią życia ludzkości.

Czasami co bardziej znużeni tym „konkursem dla noblistów i bogaczy ” z listy Forbes-a ale przy winie, „wrzucą” temat aktualny, który to musi wytrącić z wojennej rachuby taktyków, szermierzy i bokserów w ten sposób, że zaczyna panować niezręczna cisza, no bo jak to szybko szyki w głowach przestawić gdzie kolejne pakiety zdań gotowych, argumentów w lufach nastawionych na cel, do wystrzelenia w kierunku ignorancji niechybnej przeciwnika.

- Co sądzicie o postawie, tych byłych żołnierzy izraelskich, którzy chcą przełamać ciszę, mają dosyć bycia tymi złymi okupantami, członkami społeczności, której przedstawiciele katują też psychicznie dzieci, kobiety na terytoriach przez Izrael okupowanych?*- Rozmowa z Jehuda Shaul druga rozmowa od góry. Polecam też inne.

„Prezydenci”, „premierzy”, „nobliści”, „aktorki”, „bogacze” oraz ci tak „bardzo sytuowani”, którzy znają dwór nie tylko tej RP cały, zaczynają się przestawiać powoli, okazując co sprytniejsi, że temat wcześniej poruszany był „błachy”, co za tym nieważny do dalszego ciągnięcia, szczególnie w nucie tej emocjonalnej wprowadzonej przecież zawsze przez tego słabszego, mniejszego intelektualnie przeciwnika.

„Wyskoczą” ze stwierdzeniami, że ci Palestyńczycy strzelający ze wzgórz w kierunku osiedli żydowskich na terytorium okupowanym, popełniają błąd bo w wyniku każdego z tych ostrzałów, w odwecie ginie wielu niewinnych Palestyńczyków, kobiet, dzieci...

Z pomocą przyjdzie ten kto tutaj „wrzucił” temat, rozmówca, który wspomni o dziełach też polskiej partyzantki, o której głośno, iż byli bohaterami, którzy też do wroga strzelali, ci tak samo prawie, z kolei paleniem wsi się odwzajemniali.

- Czy Polak w AK, partyzant, wtedy… to taki sam romantyczny bohater jak ten ze wzgórz Palestyńczyk? Nie mający szans ale walczący by żyć w Wolnej, Naszej pomimo niechęci mocarstw oraz medialnego mainstream-u? Czy Palestyńczycy też mają takich cichych bohaterów, którzy uczą, pomagają gdzieś w cieniu (tych "prawdziwych i głośnych") bohaterów ludziom, by mogli w XXI wieku żyć… jak ludzie?

- Żydzi za swoje w drugiej wojnie dostali. Nie można ich porównywać do faszystów. To się nie godzi.

- Kto ich porównał do takowych? Czy w związku z tym, że wtedy, doznali tak wielkiej tragedii, o dzisiejszych nie można już mówić prawdy? Zauważyć cierpienia zwykłych ludzi? Czy tamto cierpienie usprawiedliwia cierpienie innych?

- A.K. nie była żydowską organizacją, a wermacht wchodził do Polski z Bogiem ale nie z tym i nie tamtym.

Tutaj został poruszony (jak na Polskę przełomu PRL i RP) temat stosunkowo nowy w swej rozciągłości, temat coraz modniejszy ale tylko wtedy gdy wszyscy się znają albo są już dość pijani by kalkulować niepamięć innych, tudzież nabrać odwagi, chyba, że „podświadomie” strony na walkę o „nawracanie” wcześniej się ustawiały:

- Ja nie wierzę w Boga…

Relacje pomiędzy Ateistami, a wierzącymi w religię Chrześcijańską wśród Polaków są chyba tymi, które należą do tych bardziej trudnych.

Podczas rozmowy (to są moje doświadczenia, bliskich mi znajomych), w której występuje deklaracja nie wierzenia w religię Chrześcijańską, większość Chrześcijan akceptuje rozmówcę, który jest Ateistą i ogłasza swoją deklarację, w tych oto mniej więcej słowach:

- Nie, no Ok. Każdy ma prawo wierzyć w co chce. No co ty? Twój problem.

Tak to został zainicjowany kolejny zaczyn rozmowy, który w konsekwencjach przyszłych będzie powodował pewne skutki. W końcu już sama deklaracja, że, nie ma problemu z tym, iż ty, to ten niewierzący jest potwierdzeniem funkcjonowania pewnej niewidocznej, niby nieistniejącej bariery.

W życiu są dyplomaci, którzy ciebie Ateistę zdzierżą bo interes wspólny. Często jednak w dalszych, powiedzmy tutaj już zawężonych stosunkach „pomiędzy” (Ateista i Chrześcijanin), musi nastąpić rozmowa, która to będzie, w skrócie manifestacją filozofii życia.

To właśnie wtedy okazuje się, że te dwie postawy nie mogą być kompatybilnymi w ocenie rzeczywistości dotykanej w osobliwy sposób także przez wyznanie.

Ja zawsze wtedy się zastanawiam po co w ogóle miałyby być? Komu ma to służyć? Po co to dążenie? Konieczność?

Czasami oboje podczas bojów, rozmów zaczną z własnych głów  „włosy sobie wyrywać” i układać je przed tym drugim, często teraz gorszym, na znak wiedzy swojej, co za tym, także tym dowodem, a jak tym dowodem, to czemu tak niezrozumianym?

-----------------------

Kolejka w banku do okienka (scenka z życia), dwóch poczciwych staruszków:

- Stoi pan w kolejce? – pierwszy zagadnął przed sobą drugiego. Brak reakcji.

- Stoi pan w kolejce? – brak reakcji

- Stoi pan w kolejce?!!!!! – Drugi staruszek się obrócił:

- Co pan tak krzyczy!?

- Bo pan nie słyszy!!!

- Nie! To pan nie widzi, że stoję w kolejce!

- Kasa wolna, okienko!- Nie widzi pan napisu, że nieczynne, proszę obok?

- Nie! To pan nie słyszał, że ta pani prosi…

---------------------

Ateista dowie się, że jest cynikiem, według, którego nie istnieje pojęcie dobra wyższego w postaci Boga ale przecież także ogólnego dobra społecznego jak i (co najważniejsze!), nie uznaje dobra wyższego w postaci rodziny.

Dlatego geje, lesbijki, zwolennicy seksu pozamałżeńskiego ale też oralnego i analnego, związków partnerskich, i tego „giender” to ateiści, ci cynicy, którzy chcą obalenia tego dobrego, sprawdzonego ładu opartego na wierze w Chrystusa, który to ład jako jedyny obroni wartość tą wspomnianą, kolejną, czyli rodzinę.

Jeżeli wystąpi przecież brak rodziny, to nie będzie dzieci, nie będzie naszych dzieci, to przyjdą Islamiści, którzy się mnożą, u których rodzina, Bóg jest najważniejszy dlatego ta wroga doktryna odnosi tak wielki sukces w Europie zachodniej.

Wiadomo. Tam gdzie spotka się dwóch Bogów wojna religijna musi wystąpić, co za tym… wyrżną nas tu "Araby" w pień.

Oboje przy tym często będą się prowokować, to nawet niespecjalnie gdyż Ateista nie wie co czyni wierzącemu „kasując” mu Boga i to wszystko wokół, wierzący z kolei Chrześcijanin nie wie, że w cale dla Ateisty wolność w tym kraju nie jest gwarantowana. Są mu siłą narzucane rozwiązania.

Czasami mam wrażenie, nadzieję, że powinno wystarczyć takie oto stwierdzenie: Przepraszam być może nie rozumiem Ciebie, nieważne, porozmawiajmy o …

Czy bowiem nie jest tak, że istnieją problemy, które bezsensu dzielą?

Przykład:

Jaki interes masz Ty Chrześcijaninie w tym, by w szkole a nie na terenie kościoła były lekcje religii?

Czy tak naprawdę to Ty wymyśliłeś, chciałeś, prosiłeś o to, by przeniesiono tą lekcję z kościoła do szkoły?

Znam takich Chrześcijan, którzy nie chcą lekcji religii w szkole ale też by nie posłali dziecka do kościoła. Wolą tą tak delikatną kwestią zająć się sami. A Ty?

Ja jako heteroseksualny Ateista, współzałożyciel rodziny mam z tym problem. Niedługo do szkoły pójdzie mój syn.

Tam okaże się, że nauka będzie trwała w zakresie według mnie dla syna mojego niewłaściwym. Będą lekcje religii, które w Polsce nie dotyczą nauki o religiach ale polegają na tłumaczeniu, wyjaśnianiu jak właściwie powinno się interpretować Biblię Chrześcijańską, według zasad wytyczonych, do końca nie wiadomo przez kogo. Zostanie przedstawiona filozofia życia, z którą ja nie muszę się zgadzać. Podobno.

Zgodnie z prawem przyjętym przez nasz kraj, które to gwarantuje wolność wyznań, słowa, mój syn nie będzie musiał na te lekcje uczęszczać. Będzie mógł w najlepszym razie (co zdarza się bardzo rzadko) pójść godzinę później do szkoły, w gorszym (najczęstszym) zamiast lekcji religii będzie siedział sam w świetlicy gdyż lekcja religii zostanie wpasowana pomiędzy inne lekcje.

Później nadejdzie czas komunii świętych gdzie wszystko co wokół tego, będzie powodowało jeszcze większą alienację mojego synka w szkole.

Czy nie dałoby się rozdzielić kościoła od szkoły publicznej? Państwa od kościoła? Czy my tak musimy mieć, że tych barier niewidocznych dla jednych, drudzy będą mieli do pokonania wiele?

Czy Chrześcijanin musi mieć lekcje religii w szkole?

Może już samo to zlikwidowałoby pierwszą barierę. Sztuczną rafę, która ja mam wrażenie nikomu do szczęścia nie jest potrzebna.

Podobno nowa Pani Minister chce zrobić coś dla nas. Ludzi. Proszę bardzo. Oto była podpowiedź.

Tak to prawda, że tak wiele nas łączy. W życiu codziennym, tak realnie znacznie więcej niż dzieli. Do czasu gdy pojawią się prominentni przedstawiciele np. kleru, którzy wynajdą problem, potem karzą nim żyć tak by walczyć. Byśmy my między sobą walczyli.

Łączy nas przecież bardzo wiele. Jedną z nielicznych, która dzieli to nie sama w sobie religia chrześcijańska ale jej upaństwowienie. Kierowany, manipulowany dyskurs, który musi dzielić.

Sztuczne stworzenie problemu, który ma dzielić jak ta bariera wspomniana wyżej o nazwie: „Lekcje religii w szkołach”.

Czy jest możliwy świat, że przestaniemy siebie nawzajem przekonywać na siłę do swoich racji? Dzielić na siłę?

W końcu razem często:

Lubimy spokój, naturę, Kibicujemy tej samej drużynie, Boimy się, Cieszymy się, Kochamy, Uprawiamy seks, Kochamy kobiety, mężczyzn, Jemy fajne rzeczy, zdrowe i niezdrowe, Uprawiamy sporty, Bawimy się, Lubimy czytać, oglądać filmy. Przeżywamy porażki nam bliskich, Mamy łzy w oczach gdy widzimy smutne ale też radosne zdarzenia, w których uczestniczą nasi bliscy.

Świat marzeń Ateistów, mój to nie ten, w którym na siłę trzeba uprawiać seks homoseksualny, oglądać sztuki gdzie występują ludzie nadzy, zawierać związki partnerskie – także heteroseksualne, porzucić rodzinę, zmuszać biednych Chrześcijan do zabiegów in-vitro w końcu do tego by zakazać im się modlić, także w kościołach.

W skrócie: to świat gdzie będzie więcej wolności, także dla Chrześcijan, świat, w którym nikt nikogo nie musi trzymać „za ryj”, omamiać interpretacjami lepszej rzeczywistości , które to mają interpretatorowi zapewnić dostatnie życie.

Skorzystaliby na nim wszyscy. Także wierzący w religie.

Uważam, że my Ludzie bez pośredników, mamy co najmniej większe szanse na wzajemne siebie zrozumienie.

 

* Dzięki Turbinowy!

© qieliharnia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci